Aby w pełni korzystać z serwisu należy się zarejestrować. Można to zrobić Zapraszamy także na Forum NaszeForum Ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników!
Witaj na Naszym Forum / Portalu informacyjnym.
Jeśli jesteś zainteresowany reklamą w naszym serwisie napisz na gg : 12709921 lub na maila : mefisto777@interia.pl
Życzymy spędzenia miłego czasu w naszym gronie.
NaszeForum Filmy
Najnowsze multimedia
Na stronie jest 164 plików w 16 kategoriach. Oddano 11 głosów i napisano 3 komentarzy
Rotator Banerów
Nie masz zaświadczenia? Nie będzie becikowego
Ministerstwo Pracy zmieniło zasady wypłacania becikowego. Żeby je dostać, kobieta musi przynieść zaświadczenie, że co najmniej od 10. tygodnia ciąży była pod opieką lekarza - informuje "Gazeta Wyborcza".
Urzędy już zaczęły odmawiać wypłaty becikowego kobietom, które tego nie udowodniły.
- Nie każda kobieta w 10. tygodniu wie, że jest w ciąży. Poza tym wiele czeka w kolejkach do przychodni kilka tygodni - potwierdza dr Krzysztof Szafranko ze szpitala MSWiA w Warszawie.
Ministerstwo Pracy zmieniło zasady wypłacania becikowego 1 listopada. Teraz widać jego efekty. W kolejnych miastach Polski do urzędów spływają wnioski o becikowe i kolejne kobiety odchodzą z kwitkiem - Nie będziemy wypłacać pieniędzy. Koniec, kropka. Mamy ręce związane przepisami - mówi w "Gazecie" Elwira Kochanowska-Pięciak, wicedyrektorka MOPS w Rzeszowie.
- W miastach kobiety sobie jakoś radzą. Gorzej na prowincji, gdzie dostęp do lekarza jest utrudniony - mówi Grzegorz Pilaszek, dyrektor łódzkiego Centrum Świadczeń Socjalnych.
Ministerstwo Pracy ani myśli zmieniać przepisy. Chce motywować kobiety do regularnych wizyt u lekarza.
Becikowe to jednorazowy zasiłek dla kobiet, które urodziły dzieci. Wynosi 1000 zł.
Wymiana ognia między Koreą Płn. a Koreą Południową
Do wymiany ognia artyleryjskiego doszło dziś między Koreą Północną a Koreą Południową - podała południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap. Władze Phenianu zapowiadają kontynuowanie ostrzału jako element swoich wojskowych manewrów.
Korea Północna wystrzeliła kilkadziesiąt salw w sporny obszar morski, na co Korea Południowa odpowiedziała ogniem - pisze agencja Yonhap, powołując się na źródła wojskowe.
W swoim oświadczeniu władze Korei Północnej podkreślają, że ostrzał jest częścią corocznych ćwiczeń wojskowych i będzie nadal kontynuowany. Według mediów w Seulu, Phenian ogłosił we wtorek zakaz wpływania na wody wzdłuż północnokoreańskiego zachodniego wybrzeża Morza Żółtego.
Zachodnia granica morska, rozdzielająca obie Koree, jest stałym źródłem napięć pomiędzy krajami. W ostatniej dekadzie już kilkakrotnie dochodziło do wymiany ognia na morzu.
Naprawdę szybkie dziecko. 12-latek jechał samochodem 110 km/h
Policjanci z Cypru, biorący udział w pościgu za samochodem, który niemal dwukrotnie przekroczył dozwoloną prędkość, nie kryli zdziwienia, gdy za kierownicą złapali 12-latka.
Cypryjskie władze podały we wtorek, że "mały rajdowiec", jadący z prędkością 110 km/h w strefie, gdzie dozwolone było jedynie 50 km/h, zignorował wezwania do zatrzymania i niemal potrącił policjantkę.
Nieletni kierowca ponadto jechał pod prąd na rondzie, wywołując panikę wśród uczestników ruchu, nadjeżdżających z przeciwka.
12-latka ominie jednak kara. - Nie może zostać oskarżony, ponieważ jest nieletni - powiedział rzecznik policji.
Roxxxy: seks-robot, który mówi i jest czuły na dotyk
W USA za kilka miesięcy pojawi się w sprzedaży "pierwszy na świecie seks-robot". Wprawdzie gumowa lalka imieniem Roxxxy nie może się poruszać, ale jest czuła na dotyk i potrafi rozmawiać, co zdaniem jej twórców jest najważniejsze.
Ciemnowłosego, nagiego robota ludzkich rozmiarów zaprezentowała na sobotnich targach rozrywki dla dorosłych w Las Vegas firma True Companion - poinformowała w niedzielę w relacji z tego wydarzenia agencja Associated Press.
Gdy podczas prezentacji twórca Roxxxy dotknął jej dłoni, odpowiedziała: "Uwielbiam trzymać cię za rękę". Dzięki zainstalowanym w wielu strategicznych miejscach czujnikom lalka potrafi reagować także na wiele innych czynności.
Seks-robot nie może wykonywać najprostszych nawet ruchów, ale założyciel True Companion Douglas Hines twierdzi, że najważniejsza jest zdolność rozmawiania. "Seks szybko się kończy, a wówczas chciałoby się z drugą osobą pomówić" - przekonuje.
Podczas prezentacji w Las Vegas Roxxxy odtwarzała jedynie "wyuczone" wcześniej zdania, m.in. na temat klubu piłkarskiego Manchester United. Hines zapewnia jednak, że lalka będzie potrafiła także syntetyzować wypowiedzi z nagranego zasobu słów i dźwięków, który będzie można aktualizować.
Producent zamierza sprzedawać seks-robota za 7 do 9 tys. dolarów (od 19,6 do 25,3 tys. zł), przy czym nabywcy będą mogli wybrać kilka wariantów osobowości, m.in. "dziką Wendy" albo "oziębłą Farrę".
Jak jednak zdradził Hines, Roxxxy to w rzeczywistości tylko sposób na wypromowanie koncepcji "sztucznej osobowości". "Tak naprawdę chodzi o stworzenie kompana" - zapewnia.
Jak tłumaczy agencji AP założyciel True Companion, inspiracją do stworzenia robota była dla niego utrata przyjaciela w zamachu terrorystycznym na World Trade Center 11 września 2001 r. Hines chciał sprawić, aby dorastające dzieci przyjaciela miały możliwość interakcji z osobą przypominającą ojca.
Gdy zastanowił się nad możliwością komercyjnego zastosowania takich robotów, postanowił skonstruować pomocnika domowego dla osób starszych. "W tym celu było jednak trzeba przebrnąć przez ogrom regulacyjnej i biurokratycznej roboty papierkowej. Utknęliśmy. Znalazłem więc inny rynek" - powiedział.
"Punkt G prawdopodobnie nie istnieje" - twierdzą naukowcy
- To są największe badania, jakie do tej pory przeprowadzono - zapewniają badacze, którzy szukali i... nie znaleźli.
Istnienie punktu G, uważanego za najwrażliwszą strefę erogenną ciała kobiety, zawsze budziło dyskusje. Naukowcy z brytyjskiej uczelni King's College London postanowili znaleźć ostateczny dowód - informuje serwis BBC. I... nie udało się.
Punkt G jest prawdopodobnie tworem kobiecej wyobraźni, pobudzanej przez terapeutów i artykuły w kolorowych czasopismach - twierdzą badacze. Rezultaty swoich prac przedstawili w najnowszym numerze czasopisma '' Journal of Sexual Medicine''.
W badaniach uczestniczyło 1800 kobiet. Wszystkie są bliźniaczkami jedno- lub dwujajowymi. Wszystkie musiały odpowiedzieć na pytanie o punkt G. W parach bliźniaczek jednojajowych, jeśli jedna uczestniczka posiada punkt G, jej siostra (mająca ten sam materiał genetyczny) też powinna odpowiedzieć na pytanie twierdząco.
Ale tak się nie działo. W parach bliźniaczek dwujajowych równie często obie siostry posiadały punkt G, co w parach bliźniaczek jednojajowych. - Badania wyraźnie pokazują, że wyobrażenie punktu G jest sprawą subiektywną - mówi profesor Tim Spector, współautor raportu.
Niemal jedna szósta brytyjskich dzieci ma problemy z nauką mowy; niemal dwukrotnie częściej dotyczy to chłopców - wynika z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii. Tylko połowa z potrzebujących maluchów korzysta z pomocy ekspertów.
Internetowe badania objęły grupę 1.015 rodziców dzieci od 1 roku do 7 lat. Przeprowadziła je firma badawcza YouGov na zlecenie nowego doradcy rządu brytyjskiego ds. komunikacji - Jean Gross.
Okazało się, że trudności z nauką mowy ma 22 proc. chłopców i 13 proc. dziewczynek. Ok. 4 proc. trzylatków nie jest w stanie wymówić jednego słowa.
- Odsetek dzieci, które mają trudności z nauką i rozumieniem mowy jest duży, zwłaszcza wśród chłopców - skomentowała wyniki badań Jean Gross. Jej zdaniem, zdolność ludzi do komunikowania się jest czymś fundamentalnym, stanowi podbudowę wielu innych umiejętności.
Z jej opinią zgodziło się aż 60 proc. ankietowanych. Uznali oni, że zdolność mówienia, słuchania i rozumienia są najważniejszymi umiejętnościami, jakie dzieci rozwijają we wczesnych latach życia. Uplasowały się one wyżej niż zdolność wchodzenia w interakcje z innymi, umiejętność czytania, liczenia czy pisania.
Wszyscy ankietowani rodzice zapewniali, że wykonują z dziećmi czynności pobudzające rozwój mowy - oglądają książki z ilustracjami, opowiadają bajki i ćwiczą rymowane wierszyki.
Okazało się, że większość, bo 51 proc. dzieci, nie lubiła oglądać z rodzicami obrazków przed ukończeniem 6 miesięcy życia, ale 18 procentom sprawiało to przyjemność już w wieku 3 miesięcy lub wcześniej.
Dzieci z zamożniejszych rodzin lubiły oglądać książeczki obrazkowe oraz słuchać bajek i wierszyków w młodszym wieku niż dzieci z rodzin biedniejszych.
Przeciętny wiek, w którym maluchy wypowiadały swoje pierwsze słowo wynosił - jak wykazała analiza ankiet - ok. 10-11 miesięcy. Przynależność do klasy społecznej nie miała związku z tym, jak wcześnie miało to miejsce.
Przed 9 miesiącem życia pierwsze słowo wypowiadało więcej dziewczynek (34 proc.) niż chłopców (27 proc.), ale 4 proc. dzieci nie wymówiło żadnego słowa przed 3 rokiem życia.
Według Gross, niepokojące jest to, że tylko połowa maluchów mających problemy z nauką mowy korzysta z pomocy specjalisty. - Niezbędne jest, by wszystkie te dzieci otrzymywały jak najszybciej potrzebną pomoc ze strony wykwalifikowanych profesjonalistów - zaznaczyła Gross.
Pewna Amerykanka wezwała policję, ponieważ nie mogła zmusić syna do przerwania gry na Playstation.
Kobieta straciła cierpliwość pewnego dnia o godzinie 2:30 rano, kiedy obudziła się i stwierdziła, że mimo wcześniejszych próśb jej 14-letni syn nadal gra w nieakceptowaną przez nią brutalną grę Grand Theft Auto. Po domowej awanturze matka poprosiła o pomoc policjantów, którzy przyjechali do jej domu i poradzili chłopcu, aby zgodnie z życzeniem mamy wyłączył konsolę i udał się na spoczynek.
Skandal na Słowacji: Policja podrzucała podróżnym bomby
Międzynarodowy skandal dyplomatyczny wywołała nieudana akcja słowackich służb specjalnych. W ramach testów kontrolnych podrzuciły do bagażu podręcznego materiał wybuchowy Słowakowi lecącemu do Irlandii.
Szef słowackiego MSW Robert Kaliniak usprawiedliwił się już swojemu irlandzkiemu partnerowi - Dermotowi Ahernowi.
W ramach ćwiczeń na lotnisku w Popradzie słowaccy policjanci podrzucili do bagażu podręcznego kilku podróżnym materiały wybuchowe, które miały odszukać specjalne szkolone psy. Jeden z pasażerów, 49-letni mechanik, pracujący w Irlandii, który wracał po Świętach do Dublina, odleciał jednak do Irlandii z 90-gramami hexogenu - potężnego materiału wybuchowego.
Zawiódł zarówno pies jak i jego instruktor, który został nieoczekiwanie odwołany z lotniska. Słowackie służby bezpieczeństwa nie zawiadomiły pilota maszyny o grożącym niebezpieczeństwie. Maszyna szczęśliwie wylądowała w Dublinie a nic nie podejrzewającego Słowaka zatrzymała dopiero irlandzka policja, kiedy słowackie władze powiadomiły irlandzki MSW o całym incydencie. Ze względu na grożące niebezpieczeństwo podczas zatrzymano kilka kamienic i dwie ulice w Dublinie. Po 3-godzinnym przesłuchaniu Słowak został zwolniony.
Irlandzkie władze uznały akcję za "skrajnie nieodpowiedzialną". Robert Kaliniak szef słowackiego MSW wyraził "głębokie ubolewanie z powodu incydentu". Zapewnił jednak, ze hexogen nie mógł spowodować wybuchu.
Google zaprezentował Nexusa, wroga numer 1 iPhone'a
Google przedstawiło dawno zapowiadany "supertelefon" (jak firma go nazywa) Nexus One, który jest bezpośrednim konkurentem iPhone'a firmy Apple. To pierwszy model telefonu wyprodukowany przez internetowego giganta. W odróżnieniu od produktu Apple'a Nexus może działać nawet bez operatora. Można go kupić tylko w internetowym sklepie Google.
Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy zaoferować wybór - mówi wiceszef Google Mario Queiroz. Podstawowym operatorem dla Nexusa jest T-Mobile, później dołączą Verizon (w Stanach Zjednoczonych) i Vodafone w Europie. W dalszej kolejności telefon będzie można zarejestrować u kolejnych operatorów.
Nexus One kosztuje 180 dolarów w ramach umowy, albo 530 dolarów "wolny". Pośród licznych innowacji Nexus oferuje m.in. możliwość pisania SMS-ów bez dotykania klawiatury. Rozpoznający głos program pozwala nam pisać SMSy, e-maile, czy zmieniać treści internetowe, przez samo mówienie do telefonu.
Wyposażony jest w ekran dotykowy wielkości 3.7 cala, 5-megapikselową kamerę i aparat, możliwość korzystania z technologii Wi-Fi, kompas i miernik prędkości.
Systemem operacyjnym jest najnowszy model programu Android (wersja 2.1). - Dobrnęliśmy do granic możliwości współczesnego telefonu - zapewnia Peter Chou, szef firmy HTC która zaprojektowała telefon.
Polska najgorszym krajem dla rowerzystów w całej Unii. Najwięcej
Polska jest najniebezpieczniejszym w UE krajem dla rowerzystów. Ginie ich u nas cztery razy więcej niż w innych krajach Wspólnoty - informuje "Gazeta Wyborcza".
W krajach Unii średnio ginie rocznie czterech rowerzystów na 1 mln mieszkańców. W Polsce - aż 18, co jest niechlubnym rekordem w krajach UE. W skali roku życie traci 500 miłośników dwóch kółek, a 5 tys. zostaje rannych.
86 procent wypadków w słoneczny dzień
W większości wypadków winę ponoszą kierowcy, a nie rowerzyści. I nie ma tłumaczenia, że było ciemno, a rowerzysta nie miał odblasków. Statystyka pokazuje, że do większości wypadków (86 proc.) dochodzi za dnia i to przy dobrej pogodzie.
Kolejnym faktem, który pokazuje, jak lekceważący stosunek mają kierowcy do rowerzystów, są dane z wypadków. Dowód: ponad połowa pedałujących została uderzona przez auta bokiem. Potwierdzają to raporty policyjne, z których jasno wynika, że kierowcy nie udzielają pierwszeństwa, nieprawidłowo omijają i niewłaściwie skręcają.
Minimalny udział pijanych w wypadkach
Zaledwie jeden na 12 rowerzystów biorących udział w wypadku jest pijany - podkreśla "Gazeta Wyborcza" powołując się na dane Opolskiego Centrum Wspierania Inicjatyw Pozarządowych.
Zielone światło dla rowerzystów
Grupa parlamentarzystów złożyła w Sejmie projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym. Proponuje m.in. wprowadzenie "pasa ruchu dla rowerów", czyli oznakowanej części jezdni przeznaczonej dla rowerzystów, zezwolenie na korzystanie z chodnika przez rowerzystów w przypadku złych warunków pogodowych, zezwolenie rowerzystom, by wyprzedzali wolno jadące pojazdy z prawej strony, np. stojące w korkach.
Prokuratura: Europejski Nakaz Aresztowania dla zleceniodawcy kra
W kręgu osób podejrzewanych o zlecenie kradzieży napisu "Arbeit macht frei" z obozu w Auschwitz jest dwóch mieszkających w Szwecji mężczyzn: 35-letni Anders H., były przywódca neonazistów i współpracujący z nimi czterdziestokilkuletni emigrant z byłej Jugosławii - podaje RMF FM. Według TVN 24 krakowscy śledczy już przygotowują Europejski Nakaz Aresztowania dla zleceniodawcy.
- Prokuraturze w Krakowie udało się potwierdzić tożsamość szwedzkiego zleceniodawcy kradzieży w Auschwitz. Teraz śledczy przygotowują Europejski Nakaz Aresztowania dla Szweda i jego współpracownika - informuje TVN 24.
Z kolei RMF FM podaje, że krakowska prokuratura we wniosku o pomoc prawną w sprawie kradzieży napisu "Arbeit macht frei" przesłanym do Sztokholmu prosi o przesłuchanie podejrzewanych o zlecenie kradzieży dwóch mężczyzn - 35-letniego Szweda Andersa H., byłego przywódcę neonazistów i współpracującego z nimi czterdziestokilkuletniego emigranta z byłej Jugosławii.
Według szwedzkiego tabloidu "Aftonbladet", Szwed sam zgłosił się do Interpolu. Zrobił to, kiedy, zorientował się, że nie ma szans na przewiezienie napisu do Sztokholmu.
Rekonesans "dobrych znajomych" w Polsce
Z ustaleń radia RMF FM wynika, że pomysł kradzieży pojawił się już jesienią 2008 roku. To wtedy do Polski przyjechał Anders H. i tutaj spotkał się z Marcinem A. Obaj mężczyźni znali się wcześniej, ponieważ Marcin A. wielokrotnie bywał w Szwecji, gdzie pracował w firmie budowlanej, należącej do ojca Andersa H. Obaj mężczyźni pojechali na południe Polski do obozu w Oświęcimiu. Według RM FM tam Anders H. dosłownie palcem pokazał Marcinowi A. napis "Arbeit macht frei" i powiedział, że dużo zapłaci za dostarczenie go do Szwecji.
Prokurator Artur Wrona z Krakowa potwierdził fakt, że "szwedzki obywatel - zleceniodawca kradzieży był w Polsce i z dwoma podejrzanymi odwiedził teren obozu".
- Są rozbieżności, co do terminu tej wizyty w wyjaśnieniach podejrzanych. Według jednej wersji było to jesienią 2008 roku, według drugiej - wiosną 2009 roku, natomiast sam fakt rekonesansu nie budzi wątpliwości. Będziemy ustalać dokładny termin tej wizyty - powiedział prok. Wrona.
Podejrzany Marcin A. miał wtedy obiecać Szwedowi zorganizowanie kradzieży, ale przez rok nie udało się znaleźć wykonawców zlecenia.
Dopiero w drugiej połowie zeszłego roku Marcin A. zebrał ludzi gotowych wykonać zlecenie. Jego wspólnicy mieli za to dostać 20 tysięcy złotych. Według radia tablica już w Szwecji miała być sprzedana za prawie pół miliona euro.
Szwed, Anders H. po informacjach od Polaka skontaktował się z mieszkającym w Szwecji wspólnikiem, byłym obywatelem Jugosławii. To jemu przekazał samochód na szwedzkich numerach i kazał przekazać je przygotowujący się do kradzieży Polakom.
Zmiana zarzutów: kradzież z włamaniem
Krakowscy śledczy, prowadzący dochodzenie w sprawie kradzieży historycznego napisu z Auschwitz-Birkenau, zmienili zarzuty podejrzanym o kradzież.
- Mamy zamiar zmienić zarzut z kradzieży na kradzież z włamaniem - z uwagi na fakt, że sprawcy musieli przeciąć siatkę, żeby dostać się na teren obozu - wyjaśnił prokurator Wrona.
Zmiana zarzutów nie wpłynie na zaostrzenie odpowiedzialności karnej dla sprawców, ma znaczenie jedynie dla dokładnego określenia dokonanego przestępstwa.
Tablica z historycznym napisem "Arbeit macht frei" znad bramy b. niemieckiego obozu została skradziona w piątek 18 grudnia nad ranem. Napis odnaleziono późnym wieczorem w niedzielę 20 grudnia we wsi Czernikowo koło Torunia. Przestępcy rozcięli go na trzy części. O udział w kradzieży podejrzanych jest pięciu Polaków, którzy działali na zlecenie pośrednika ze Szwecji.